Menu

Archiwum Chaosu

Blog o chaosie

Za górami, za lasami

defgvmailinator.com

Był se człowiek z problemami.
Któremu się wydawało, że jak się zamknie, zaciśnie to w cudowny sposób wyciśnie jeszcze cudowniejsze rozwiązanie.
I tak sobie cisnął. Intensywnie, nieprzerwanie, skutecznie. I tak mu nawet wychodziło. Że prawie zabił to co miał w swoim życiu za doskonałe, niezmienne i pewne.

 

Okazało się, że zabicie miłości nie jest wcale takie trudne.
Podobnie jak pasji, ciekawości, chęci wyrażenia siebie.

I już mi to prawie wszystko zdechło.
Ale w porę sobie przypomniałam, że zabójcą też jestem kiepskim.

Od rzeczy.

Dwa lata temu poszłam sobie stąd w pizdu szukać szczęścia. Dwa lata blogowania o rzeczach mniej lub bardziej istotnych dla mnie i dla Ciebie wiele mnie nauczyło.
Byłam, widziałam, od środka. Jak chciałam.
Na szczycie byłam. Na samym szczycie niewysokiej górki za domem. Doczekałam się wyrazów uznania, prezentów i promek, co je przystojny pan kurier przynosi pod domek. Zrozumiałam, że nie ma nic za darmo. Za darmo umarło.
Że wielu coś chce. A ja niekoniecznie. Zmęczyłam się, znudziłam.
Ale i sporo nauczyłam. Że nie warto rezygnować z siebie, że nie należy bać się prosić o pomoc, bo są ludzie co odganiają chmury.

Wracam. Już się nabyłam.
Dotknęłam celebryckiego blogerskiego światka, gdzie wszyscy wszystko wiedzą najlepiej, bo po swojemu. I wiesz co? Do dzisiaj śmierdzą mi palce.

Do rzeczy.

Wracam tu, gdzie było mi dobrze. Gdzie najlepiej składało mi się słowa. Bez zgiełku, bez szumu, bez łokci. By po raz kolejny skupić się na tym co chcę i potrafię robić. Tak, znów zamierzam nie mieć nic do powiedzenia. I mówić to regularnie.
To Chaos jaki znacie. Niepokorny, niepoukładany (mimo że z trzema kategoriami, w których znajdziecie mnie, siebie i resztę świata).
Chaos, w którym liczą się emocje i jest czas by o nich gadać.
Nic się nie zmieni, poza regularnością pisania i powrotem do tego, czego mi brakowało.
Do wskazywania, komentowania, pobudzania do myślenia.

Wracam na stare śmieci, które przeszły recykling i wyglądają całkiem dobrze.
Jestem pełna słów, które zbierały się od pół roku.
Więc siadaj, piwo Ci zaraz przyniosę i ruszamy od nowa.

Wciąż jestem na etapie łażenia dwa kroki w tył, i krok w przód.
Na szczęście znów jestem pełna wiary, że to nie nieudolność, tylko cha-cha.

I wiem. Już doskonale wiem, że jak zdobywać świat, to tylko na własnych zasadach.

W oddaleniu do bliskości

defgvmailinator.com

Co druga matka, która twierdzi, że jest blisko swojego dziecka nie zdaje sobie sprawy, że znacznie bliżej jest zrobienia mu kuku na całe życie. I sobie. I całej swojej rodzinie.
Fanatyzm nigdy nie jest dobry, ale ten jest, w mojej skromnej opinii, szczególnie szkodliwy.
O czym przekonamy się już za kilkanaście lat.

Umówmy się - jestem matką starej daty.
Co jest odrobinę zabawne, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że w moim wieku to się zazwyczaj matką jeszcze nie jest, lub się w stresie debiutuje szukając własnej drogi.
Kiedy moja córka przyszła na świat nie czytałam gazet, bo mnie fotoszop na zdjęciach bolał w poczucie rzeczywistości. Nie szukałam poradników i nade wszystko wierzyłam w to, co mówi moja babcia. A babcia nie mówiła, o ile nie zapytałam, co jak się przekonamy za chwilę, miało ogromne znaczenie.

Byłam więc matką szukającą własnej drogi, co opiera się na lasce tradycji ale nie obawia się zbaczać z kursu na manowce nowoczesnych rozwiązań.
Niemniej jednak moje dziecko rosło z dala od teorii, rad i przestróg. A ja do dziś uważałabym, że skok rozwojowy jest wtedy gdy dziecko nauczy się wstawać na łóżku i udawać Adama Małysza. A dokładniej wtedy, gdy zaczyna wychodzić mu telemark. Uważałabym gdyby nie dostęp do internetu.

W codziennych internetowych dyskusjach coraz częściej natykałam się na wypowiedzi bliższych, dalszych i internetowych znajomych, którzy z dumą obnosili się faktem, że wychowują dzieci w "duchu rodzicielstwa bliskości".
Po gruntownym zbadaniu tematu i wielomiesięcznej obserwacji mam (bo, kurde, ojcowie są chyba jednak odporniejsi na głupotę) stwierdzam, że ten duch to demon, który opętał Wam mózgi drogie kobiety.

Być blisko to się oddalać

Od siebie. Jestem członkinią trzech grup na portalach społecznościowych, gdzie z coraz większym zdumieniem obserwuję poczynania bliskich matek.
Zaczyna się od karmienia piersią. To jest mus. Nie ważne, że cię boli, że krwawisz, że nie masz tego dziecka czym nakarmić, że nie wyrabiasz pobudek co 15 minut a amfetamina odpada, bo przenika do mleka. Pierś to bliskość. Tylko i wyłącznie pierś.
Nie wiem tylko dlaczego gdy mówię mojej mamie, że potrzebuję jej bliskości ona się już nie rozbiera.
Swoją córkę karmiłam 3 tygodnie. To był czas potwornego bólu wyjęty z życiorysu. Oczywiście nie wszystkie kobiety mają takie przeboje - super, spoko. Maść na brodawki z Wami. Ale na litość boską. Jeśli płacz dziecka zaczyna wywoływać u Ciebie atak paniki, a "chwilom bliskości" towarzyszy jęk bólu i poczucie krzywdy - to kurwa mać, co to jest za bliskość?
Dwa. Rezygnacja z pracy. Chcesz być z dzieckiem? W porządku. Czekaj aż pójdzie do liceum. Ale nie ma dnia bym na facebookowych grupach nie napotkała się z głosem mamy, która chciała wrócić do swojej kariery ale zrezygnowała z etatu, bo dziecko tak bardzo płakało.
I tylko tak się zawsze zastanawiam, co zrobi opieka społeczna, jak tatusiowie też zapragną być blisko? Tak totalnie ponad wszystko? Powodzenia.

Od niego. "On się nie angażuje", "On mnie olewa" - codziennie piszą kobiety, które jak tylko chwyciły różowe lub błękitne zawiniątko zdecydowały się na naukę kung fu i tak skutecznie trenowały kopniaki aż wykopały miłość swojego życia. Najpierw z łóżka, potem z życia.
W jednym zgadzam się z bliskimi mamusiami. Dzieci są na chwile. Bliska matka chce więc tą chwilę wykorzystać na maksa. Ja zastanawiam się, czy jeżeli zatopię się w przeżywaniu tej chwili, będę miała jakiekolwiek alternatywy, gdy ona się skończy. Chcę mieć. My to korzenie, dziecko jest miłości owocem. Jak chcesz mieć zdrowy, dojrzały owoc skoro korzenie uschły i drzewo chuj trafił?

Od dziecka. Dowiedziałam się, że dziecka nie należy chwalić. Ani ganić. Jak radzicie sobie w dorosłym życiu wszystkie Wy kobiety, które raz na jakiś czas opierdala szef, którym ktoś mówi, że macie piękną fryzurę i sukienkę, które dowiadujecie się, że coś zrobiłyście dobrze, którym ktoś wskazuje błąd. Jak to możliwe, że nie kończycie w szpitalach psychiatrycznych lecząc traumy?

Droga nie dość, że donikąd, to jeszcze bez celu

Drogie matki kroczące drogą rodzicielstwa bliskości - idziecie w kierunku czarnej dupy. Smutna prawda. Wychowujecie ludzi, którzy całe życie uczeni są, że oni mają prawo, ich jest najważniejsze, dla nich jest wszystko.
Totalnie zadufanych w sobie dupków, którzy mimo to nie poradzą sobie w życiu. Bo nie będą potrafili odnaleźć się w jego normalnych codziennych, prawdziwych realiach. Bo jak można odnaleźć się w życiu skoro nie potrafi się przyjąć komplementu albo krytyki. Przecież do takiego dudka jednego z drugim żaden szef nie powie "rozumiem, że było Ci przykro, że nie dostałeś podwyżki dlatego zaniedbałeś wyjątkowo ważny projekt, bo nie poradziłeś sobie z emocjami". Twoje pełne bliskości dziecko usłyszy "tępy chuju wypierdalaj, narobiłeś strat". To dopiero będzie trauma.

Przesadzam?
Otóż nie, to już się zaczyna. Pierwsze ofiary demona bliskości zaczynają edukację.
Dzień w dzień czytam po kilka postów, które są narzekaniem na szkołę, system, kadrę nauczycielską. Swoją drogą, czemu nikt nie przejmuje się emocjami nauczyciela, który ma ciamcie zamiast dzieci i nie może prowadzić zajęć? Skąd ta krytyka?
Winny nie jest system. Który, tak, to prawda, jest niedoskonały. Winne jesteście Wy same, które nie potraficie nauczyć dziecka funkcjonowania w społeczeństwie. Jego twardych reguł i prawideł.
Krzywdzone dzieci chronią więc mamy edukacją domową. Gdzie jest duch i bliskość. I duch bliskości.

Już za 15 lat otworzycie domowe ochotnicze hufce pracy.
Ochotnicze, bo jak ochoty nie będzie to pracy też nie.
Przecież nie można zmuszać skoro się jest blisko.

A jeśli przyjdzie

defgvmailinator.com

Nie mów mi o wojnie. Nie mów mi o umieraniu. Nie chrzań o bohaterstwie, o gwiazd spadaniu. Nie gadaj o miłości do wolności. Spójrz raz na siebie. Nigdy nie byłeś i nigdy nie będziesz wolnym człowiekiem.
Złudzenie to zbyt mało na realne rany.

 

To jest przecież tak nierzeczywiste, tak daleko, tak dalekie od Twojej szklanki z sojową kawą z mlekiem bez kofeiny. To jest takie obce, nie zrozumiałe, dziwne. To jest takie już ugłaskane, obgadane, przemęczone. Takie znane jak film sience fiction. Przez powierzchnię ekranu nie wygląda strasznie. Ciekawie raczej.
To już nie straszy, to nie przeraża, to się wzrusza ramionami i idzie dalej oglądać koty na fejsie.
Nikt, nikt już dziś nie boi się wojny.
Bo wojna już przecież była.
W '39 też tak mówili.

Biała koperta.

Podnosi ciśnienie, kurczy żołądek, sprawia, że robi Ci się gorąco. Co najmniej jakbyś czytała 50 Twarzy Greya bez błędów w składni. A to tylko trzy słowa: Wojskowa Komisja Uzupełnień.
Tego i tego o tej i o tej miłość twojego życia ma rzucić życie, żeby w razie wschodniej konieczności potrafić swoje życie rzucić na szalę ślepego losu co zamiast boga, bo go przecież nie ma, kule nosi.
I to nie nosi tak efektownie jak w filmie Miasto 44, gdzie układają się w serduszka i zwalniają w slow motion, żeby się bohaterowie zdążyli pocałować. Nie ten los ma to do siebie, że nosi skutecznie we łby i serca. W tkanki, nie w kształty.

Czarnowidzisz - mówi on.
A i owszem. Wzrok mam krótki, ale ciemno podbarwiony. Jeśli coś ma być dobrze, to raczej wyjdzie źle. Jeśli ma być źle, żyję z myślą, że będzie gorzej. Życie nauczyło, musisz mnie z tym kochać.

Przecież to tylko szkolenie - mówi on - a ja doskonale to rozumiem.
Ale po co szkolić, skoro miała być Europa, Unia, Nato i Uefa. Kiedy miało już być dobrze i bezpiecznie i to miało być na zawsze. Tak na zawsze, że pozwolono młodym mężczyznom jądra ściskać sobie turkusowym materiałem. To po co szkolić teraz?

Przynajmniej se postrzelam - mówi on.
A ja wiem, że każdy facet zostawia mózg między Pearl Harbor a Szeregowcem Ryanem. I, że mu się chce. Chwały, sławy, bohaterstwa. Że ma w głowie te wszystkie piękne obrazy, które wcale piękne nie są tylko umiejętnie zmontowane, bo kamera ma coraz to nowe możliwości a pamięć o prawdzie coraz ich ma mniej.

Jak już walczyć, to o siebie.

I tak. Pewnie demonizuję, pewnie nic nie będzie. Pewnie Polak-Rusek dwa bratanki, weź nie pierdol nalej w szklanki. Co się boisz głupia, co wydziwiasz. Wojny to przeżytek, teraz mamy Counter Strike'a.
Przynajmniej tu. Bo tu jest Unia, tu się w rurkach chodzi, w panikę nie wierzy.
A szkolenie ma być okazją do najebki i broni potrzymania w ręce prawej. Coś jak paintball.

Ale jeśli. Jeśli będzie, jeśli przyjdzie chcę być gotowa.
Umieć kłamać, zabijać, palić i niszczyć.
Wyrywać flaki, wydrapywać oczy, strzelać. Nie zatrzymywać się i iść dalej.
Deptać każdego.

© Archiwum Chaosu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci